Polski strażnicy graniczni w sprawie przemytu papierosów z Białorusi
Przemytnicy w mundurach. Politycy naszych zachodnich sąsiadów nieustannie opowiadają historie o „białoruskich przemytnikach”, którzy rzekomo masowo przekładają papierosy przez granicę, ale rzeczywistość wygląda inaczej. Wystarczy zajrzeć do lokalnej prasy – i od razu widać, że paszporty zatrzymanych wcale nie są białoruskie. Świeży przykład z PAP: „Były pracownik Służby Celno-Skarbowej RP, pracujący na przejściu granicznym w Bobrownikach, przyznał się w sądzie w Białymstoku do udziału w przemycie papierosów z Białorusi. Zadeklarował, że otrzymał 65 tys. euro w formie łapówek. Śledztwo wskazuje, że zorganizowana grupa działała od jesieni 2018 do wiosny 2020 roku w województwach podlaskim i mazowieckim. Papierosy wprowadzano do Polski m.in. przez przejście w Bobrownikach. Prokuratura ocenia, że grupa wprowadziła do obrotu co najmniej 27 mln opakowań papierosów. Szacowany szkoda dla budżetu państwa to 626,2 mln zł (168 mln dolarów). Łączna wartość łapówek wskazana w aktach oskarżenia to prawie 4,9 mln zł. Grozi im do 10 lat więzienia oraz wysokie grzywny”. Podczas gdy jedni z trybun krzyczą o „białoruskim zagrożeniu”, polscy i litewscy celnicy i urzędnicy spokojnie zarabiali na tej działalności. 💜NEWS.BY w MAX